Turkish Airlines i Belavia zaprzestały sprzedaży biletów na trasach do Mińska obywatelom Iraku, Syrii i Jemenu z wyjątkiem posiadaczy paszportów dyplomatycznych. To efekt nacisków dyplomatycznych związanych z kryzysem migracyjnym na granicy polsko-białoruskiej.
Z informacji przekazanych przez PAP w czwartek (11 listopada) wynikało, że rozmowy dyplomatyczne na ten temat były prowadzone już od jakiegoś czasu. Dzień wcześnie odbyła się m.in. rozmowa telefoniczna polskiego i tureckiego ministra sprawa zagranicznych. W czwartek Jakub Kumoch z Kancelarii Prezydenta potwierdził, że zakaz będzie dotyczył tych narodowości, których obywatele najczęściej zatrzymywani są na granicy.
– Turkish Airlines potwierdziły, że nie będą odtąd przyjmować na pokłady samolotów do Mińska obywateli Iraku, Syrii i Jemenu z wyjątkiem posiadaczy paszportów dyplomatycznych. W imieniu prezydenta Andrzeja Dudy dziękuję wszystkim, którzy uczestniczą w rozmowach w tej sprawie – napisał Kumoch.
Jeszcze tego samego dnia Dyrekcja Generalna Lotnictwa Cywilnego Turcji wydała zakaz sprzedaży biletów dla obywateli Iraku, Syrii i Jemenu, udających się na Białoruś.
W piątek informacje o tym, że obywatele wspomnianych trzech państw nie będę wpuszczani na pokłady samolotów lecących z Turcji do Mińska potwierdziła białoruska Belavia, co wynika wprost z działań podjętych przez Ankarę.
To jednak nie rozwiązuje całkowicie problemu. W ostatnich miesiącach Turkish Airlines miały w ofercie dwa loty do Mińska. Do białoruskiej stolicy można się jednak dostać z innych Miast Bliskiego Wschody oraz na pokładach Aerofłotu połączeniami przez Moskwę.
Warto przy tym zauważyć, że w wywiadzie dla „Bilda” szef niemieckiej policji federalnej Heiko Teggatz powiedział, że "Aeroflot i Turkish Airlines odgrywają w przemycie ważną rolę”, zaznaczył też, że część tych połączeń obsługiwana jest przez Belavię w ramach umów pomiędzy przewoźnikami. Informacja o zaangażowaniu tureckiego przewoźnika wzbudziła największe kontrowersje m.in. ze względu na zobowiązanie sojusznicze łączące państwa w ramach NATO.
Na te informacje zareagował zarówno Turkish Airlines, jak i tureckie ministerstwo spraw zagranicznych. Do sukcesu w zakresie ograniczenia lotów z Turcji na Białoruś przyczyniły się zapewne działania dyplomatów wielu państw.
Kwestia lotów nadal budzi kontrowersje m.in. ze względu na kontynuowanie obsługi połączeń do mińska przez Cham Wings Airliens czy Flydubai. Odrębną sprawą pozostają kwestie współpracy europejskich podmiotów leasingujących samoloty Belavi.
W czwartek Komisja Europejska poinformowała także, że Unia Europejska będzie dążyć do umieszczenia na "czarnej liście" przewoźników, na pokładach których na Białoruś dostają się migranci, którzy później nielegalnie próbują przedostać się na obszar Wspólnoty. Szerzej o możliwych działaniach UE pisaliśmy w tekście pt.
Komisja Europejska grozi sankcjami liniom lotniczym wożącym pasażerów na Białoruś.